Stare karty pamiętnika
Podziel się myślą...
Spójrz w księgę...

Od zarania dziejów Ardy
2005
sierpień
lipiec
maj
marzec
luty


***
Goście krainy Imladris
Luthien Ringeril
Kan'gi -City of the King...Minas Tirith
Norah -wspaniała powieść o Piratach z Karaibów również uwielbiany przeze mnie film.Jestem zachwycona!
Chickenka
Marta Enigma

...Moja ścieżka...
The White Wizard -opowieść o Alicjii i Białym Jeźdźcu
Almarea -władczyni łuku
Celeborn -walcząc o Śródziemie...
Amereth -królestwo Ravenwood
Lady Faelwen -Lady of the swords
Luthien Anarion -przygody elfki Luthien
Gwiazdooka -zobacz blask w jej oczach...
Armena -opowiadanie królewskiej córki...
Elvenstar -światłość,jasność, piękno bije z królewskiego dziedzińca
Evenstar dream -sen Gwiazdy Wieczornej...
Lady Undomiel -przepiękna opowieść Królowej Gondoru
Lady Galadriel -cudowny las Pani z Lothlorien wsłuchaj się w szelest liści...




Nieoczekiwane spotkanie
Następnego ranka wstałam dość wcześnie.Dysk słońca nie podniósł się jeszcze znad kłębowiska puchowych obłoków.Wychodząc z namiotu spojrzałam ukradkiem na Aragorna.Spał zatopiony w świetle poranka.Delikatny wicherek przywitał mnie swym ciepłem, muskając me policzki...
Na terenie naszego obozu, nie ujrzałam żadnej znajomej twarzy.Tylko słońce wydawało być się jedynym sprzymierzeńcem, oświetlając kręte ścieżki prowadzące w przeróżne kierunki.Powoli stawiałam stopy na zielonej pokrytej kroplami rosy trawie.Rozkoszowałam się tą chwilą przez długi czas, kiedy nagle usłyszałam głosy dochodzące z namiotu...
Ukryłam się za konarem drzewa i czekałam na dalszy bieg sytuacji.
-Odejdź natychmiast!Po co wróciłeś?!-ktoś krzyczał.
-Eowyn..-odpowiedział drugi zaraźliwie spokojny głos.
Podeszłam bliżej i oczom mym ukazała się kobieta stojąca przy małym stoliku.Byłam pewna że to była Eowina, lecz nie wiedziałam zbytnio kto prowadził z nią rozmowę.
-Proszę nie pozwól abym został wyrzucony-ciągnął dalej.
-Przecież nie chciałabyś...-to mówiąc pogładził kobietę po szyi
-Stracić swego opiekuna...swego wiernego druha..-zarechotał
-Tak piękna...niczym blade źródło życia wciąż odradzające się miłości..
-Czemu oddajesz swe mężne serce zwykłemu człowiekowi...Aragorn i tak umrze a ty zostaniesz sama...całkiem sama...
Z twych ust słowa te wychodzą niczym węże Gadzi Języku...!
-Brzydzę się Tobą!-wykrzyknęła.
Twarz jasnowłosej księżniczki oblał wyraz rozpaczy i nienawiści.
Kierowała się już do wyjścia, kiedy Grima złapał ją za rękę mocno przyciągając do siebie.
-Twoje wnętrze zamyka się wokół Ciebie a twoje serce...przysunął się bliżej patrząc nań swymi wielkimi oczyma
-...drży z utęsknieniem, lecz nikt już się nie dowie moja Pani...akcentował każde słowo
-...kiedy ostatni raz ten lud ujrzał twój uśmiech i szczęście.
W tym momencie zebrałam wszystkie siły, wyciągając miecz który już od dawna nie był dzierżony, weszłam do namiotu i przyłożyłam koniec ostrza do gardła Grimy.Ten w jednej chwili odsunął się i zaczął wycofywać w głąb pomieszczenia..
-Wyjdź stąd natychmiast-powiedziałam
-Nie ma tu miejsca dla zdrajców, Gadzi Języku! Odejdź stąd i nigdy nie wracaj.Zakłócasz tylko spokój tym ludziom, patrzysz a twe czarne serce raduje się jak Sauron pogrąża Śródziemie w ciemnościach...tego pragniesz, rozlewu krwi...
-Precz!-wykrzyknęłam
-Na chwilę skrył twarz w swych włosach po czym przemówił złowieszczym tonem:
-Tak niewinne a zarazem tak odważne...
Nie nastanie już świt dla Ludzi.
I zniknął.
Odwróciłam się tym samym chowając miecz.Spoglądałam na Eowinę która wydawała się być bardzo przestraszona.Włosy jej opadały lekko na ramiona a suknię miała białą niczym śnieg przepasaną złotem.
-Kim jesteś...?-zapytała
-Estannen Arwen-odpowiedziałam cicho.
-Arwen?
Na te słowa oczy jej zaokrągliły na kształt niebieskich kryształów i wydała z siebie okrzyk zdumienia.
-Arwen to ta którą Dunadan tak wielką miłością obdarzył...oczy jej zalśniły i wybiegła pędem z namiotu.
Stałam bez ruchu patrząc tylko, jak jej biała suknia zanika pomiędzy drzewami.

arven-light-of-gondor 2005-08-16 14:24:04
skomentuj (20)
"Opadające liście"
Kochani Moi!
Chciałam Was bardzo, ale to bardzo przeprosić za to że tak długo nie przebywałam w tych stronach.Nie było mnie ponieważ przez miesiąc nie miałam dostępu do sieci.Czuję się po prostu głupio, że przy każdej notce jest wzmianka o tym że opóźnienie notek nie będzie aż tak duże a tymczasem wychodzi tak jakbym nie dotrzymywała słowa...Nie chcę żebyście to tak przyjęli.Mam nadzieję że mi wybaczycie...
Namarie!


Z każdą następną chwilą czułam jak rośnie we mnie radość.Zbliżaliśmy się do obozu gdzie przebywało wojsko króla Theodena a wraz z nim Aragorn.Już ze szczytów skał dało się słyszeć donośne głosy.Obóz otoczony był łańcuchem wysokich sięgających aż pod nieboskłon gór.Przekroczyliśmy bramę i wtem ukazała się przepiękna polana, gdzie ulokowane były namioty.
-Jesteśmy na miejscu-rzekł Gandalf uśmiechając się po czym dodał:
-Jest tam, wskazując na namiot znajdujący nieopodal spadzistej przełęczy.Zeskoczyłam z konia i w popłochu zaczęłam szukać Aragorna przedzierając się przez tłumy żołnierzy.Weszłam do namiotu o którym mówił Czarodziej.Ujrzałam go.Leżał nieruchomo na posłaniu.Podeszłam bliżej klękając przy nim.Zbliżyłam twarz delikatnie dotykając jego ust.W tej chwili Aragorn zerwał się patrząc na mnie z przerażeniem.
-Wróciłam...wyszeptałam.
Jeszcze przez parę sekund głęboko zatapialiśmy swe oczy, po czym Aragorn objął mnie i pocałował..
-Arwen, tak bardzo tęskniłem, myślałem że nigdy cię już nie ujrzę.
-A jednak wróciłaś.
-Gwiazdo...
Wziął mnie na ręce i zaczął kręcić radośnie się śmiejąc.
W końcu postawił mnie na miękką trawę a jego twarz przyozdobiły kryształowe łzy.
-Kochany dlaczego płaczesz-spytałam
-To łzy szczęścia Arwen...
Schował głowę w swe czarne włosy.
-Zbłądziłem w krainę cieni...nadzieja mnie opuściła...
-Ae u-esteliach nad, estelio han estelio ammen.-[jeśli w nic nie wierzysz uwierz w nas]
Po tych słowach uściskał mnie powtórnie i odpłynęliśmy w błękit mórz...
Po dłuższej chwili wyszliśmy z namiotu gdzie przywitała nas miła niespodzianka.
-Dziękujemy o Pani! Uratowałaś nasze życie, włócznia Gil-Galada zawitała w szeregach Rohanu!- wykrzyknęli chórem rozradowani Rohańczycy.Na każdej twarzy widniał malowniczy uśmiech i szczęście. Wieczorem odbyło się przyjęcie. Przechadzałam się między nakrytymi stołami, podziwiając smakowite jadła przyrządzone przez obecne tam kobiety.Wysokie kielichy lśniły dostojnie mieniąc się w świetle księżyca.W tejże chwili niespodziewanie ktoś zasłonił me oczy tkaniną a u szyi zawiesił dobrze znany mi klejnot evenstar.Przeszliśmy spory kawałek, tak że nie słyszałam już śpiewu rozradowanych Rohańczyków.Wtem chusta została zdjęta z mych oczu.Odwróciłam się i zobaczyłam Aragorn
-Przyprowadziłem cię tu byś mogła ujrzeć połyskujące dzieła Pani Gwiazd.
Rzeczywiście były zadziwiająco piękne, lśniły na szafirowym niebie mieniąc się z daleka.
-Pragnęłabym cały czas wznosić się daleko w niebiańskie szlaki...-powiedziałam.
-Melin ceni hin lin sila i eladhach (Uwielbiam blask twych oczu, kiedy się uśmiechasz)
Zwiewnym ruchem ujął mą dłoń i pocałował.
-La melon (kocham cię)-szepnęłam nieśmiało.
Oboje usiedliśmy na kamiennej ławie wpatrując się w piękno nocnej aury.
Wracając jeszcze raz odwróciłam głowę w stronę gwiazd i rzekłam "Hannon Le Elbereth..."
Znów wkroczyliśmy w gwarny tłum ludzi tańczących przy ognisku.
Suknie kobiet falowały przy czerwonych językach płomieni.Wtem spojrzałam na kobietę która obecna była przy wjeździe do obozu...W jej oczach ujrzałam smutek i przygnębienie.
-Kim jest ta kobieta Aragornie?-zapytałam
-To Eowyn... siostrzenica Theodena, córka królów, tarcza Rohanu...
-Eowyn...-powtórzyłam w myślach.


arven-light-of-gondor 2005-07-20 17:34:05
skomentuj (15)
"Blask i światłość biła od postaci rozpraszając mrok i ciemność..."
Słońce grzało niestrudzenie delikatnie wychodząc z puchowych obłoków unoszących się nad zmęczoną ziemią.
Liście tańczyły mieniąc się różnobarwnymi kolorami, w oddali słychać szelest drzew wypowiadających przedziwne zdania.Spieszyłam się.Czułam że pośpiech jest potrzebny.Zatrzymałam się przy pobliskim potoku razem z mym wierzchowcem Niglérionem.Zaczerpnęłam w dłonie kilka kropel świeżej wody i ruszyłam dalszą ścieżką ciągnącą się między krzewami.Ziemia wzdychała pod mymi stopami.Czułam każdą najmniejszą nawet bryłkę ziemi.Moja głowa przepełniona była nutą melancholii tęsknoty...Koń ostrożnie stąpał moim śladem.Nagle z przerażeniem zobaczyłam że Niglérion zaczyna się zanurzać coraz głębiej powoli znikając w grząskiej glebie.Błyskawicznie zaczęłam ciągnąć go za uzdę tym samym pogrążając się w odmętach spienionej masy.Włócznia ciążyła mi bardzo, próbowałam wyrzucić ją poza moczary lecz było to niemożliwe.Ostatnim wysiłkiem wydobyłam dłoń ściskając kurczowo kępę trzciny.Nie zdołałam utrzymać się na powierzchni.Raniąc palce osunęłam się w otchłań za mym wierzchowcem którego głowa zniknęła już pod powierzchnią.
W tejże chwili poczułam silny uścisk na mym ramieniu, jakaś postać wydobyła mnie z otchłani i poczułam stały grunt.
Odsunęłam me długie włosy by móc ujrzeć twarz wybawcy.Blask i światłość biła od postaci rozpraszając mrok i ciemność.
Ze śnieżnobiałej szaty ukazała się znajoma twarz starca rozjaśniona uśmiechem z falą włosów niczym cień a na szacie odbijało się złoto słońca.
-Mithrandirze!-zawołałam
I zrobiłam krok w jego stronę lecz zaraz upadłam.Byłam tak strasznie słaba i wycieńczona że nogi odmawiały mi posłuszeństwa.Szybko zorientowałam sie że nieopodal mojej szaty mieni się włócznia Gil-galada.Niezręcznym ruchem podałam mu ją.
-Arwen...-powiedział i zmieszany odwrócił głowę w drugą stronę.Nagle padł przede mną.Gandalf przytulił mnie mocno i delikatnie ucałował w czoło.Jesteś dla mnie jak córka Arwen...
Przypomniałam sobie wtedy chwile spędzone z mym ojcem w Rivendell.Ileż czasu już minęło...?Przytuliłam Gandalfa jeszcze mocniej, ściskając jego szatę w dłoni.
Popatrzył na mnie jeszcze raz i rzekł:
-Jak mam ci dziękować, wykazałaś się tak wielką odwagą...
Zarumieniłam się lekko.Jeszcze nigdy nie widziałam Gandalfa w tak promiennym nastroju.
-Jesteś zmęczona.Bardzo zmęczona.Widzę to w twych oczach.
Po tych słowach pomógł mi wstać.
Rozglądając się rzekł:
-Gdzie twój koń?
Wskazałam miejsce gdzie utonął Niglérion i ponownie łzy zamgliły mi obraz świata.
-Nie płacz moje dziecko
To mówiąc pogładził mnie zanurzając swą rękę w mych włosach.
-Powróćmy do naszych towarzyszy rzekł nagle.
-Twój widok rozpromieni ich serca!
To mówiąc zagwizdał i mym oczom ukazał się jego dorodny i piękny gryf Cienistogrzywy.Potrząsnął grzywą i zarżał radośnie tak aż dzikie ptactwo wyleciało ze swych gniazd unosząc się wysoko ponad niebieskie fale nieba.
Gandalf wskoczył na jego grzbiet podając mi rękę.
-Nie traćmy czasu nieprzyjaciel szybko się przemieszcza-powiedział Czarodziej.
Pędziliśmy przez przestworza czując w uszach zimny wiatr i rozchodzącą się piosnkę drzew niczym lot skowronka.Myślałam tylko o Aragornie by jak najszybciej zatonąć w jego ramionach poczuć jego bliskość ciepło, głos, oddech i jego miłość której od dawna tak bardzo mi brakowało.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Chciałam wszystkich przeprosić że aż tak strasznie długo mnie nie było.Problemy techniczne z moim "złomem".W tej chwili ze starego grata zrobił się całkiem przyzwoity pomocnik.I dlatego już teraz nie będzie jakichkolwiek zaniedbań.Navaer!

arven-light-of-gondor 2005-05-02 13:00:44
skomentuj (22)
Zaświtała nadzieja...
Na początek chcę podziękować wszystkim tym którzy zechcieli odwiedzić mą krainę jest mi niezmiernie miło!I przepraszam bardzo za tak długą przerwę.
Hannon Le!
~~~~~~~~~~~~~~

W tejże chwili obudziłam się.Powoli zaczęłam się podnosić, otworzyłam oczy. Głowa bardzo mnie bolała nie wiedziałam gdzie jestem i co robię na ogromnym pustkowiu które otaczało mnie zewsząd. Wszystko było jakby połamane żadnego życia żadnej zieleni...panował półmrok.Ostatnią rzecz którą zapamiętałam był plan ucieczki z Rivendell.Zaczęłam podnosić się, lecz zaraz upadłam.Odsunęłam mą poszarpaną już wówczas szatę, moje nogi były jakby pocięte kolcami jakiegoś kwiatu.Spróbowałam jeszcze raz wstać tym razem opierając się o przydrożny głaz.Udało mi się.Utykając podążyłam w stronę strumienia który wypływał wysoko z gór.Krople wody delikatnie spadały rozbijając się o liście i powoli spływały mnożąc się w cudownie lśniącej krystalicznej toni.Klękając, nabrałam wody do rąk.W tej chwili w lustrze wody ujrzałam czyjąś postać czułam czyjś oddech.Odwróciłam się.Ujrzałam przed sobą elfa.Ubrany był w srebrnoszarą szatę bardzo podobną do mojej,wysoki i smukły niczym młode rozrastające się drzewo.Włosy niczym srebrzysty księżyc.Przy boku lśniący sztylet.
Wówczas przemówił donośnym głosem:
-Im Elwe (Jestem Elwe)
Elf Teleri, wybrany po to by ujrzeć światło dwóch drzew Valinoru.
To mówiąc klęknął przede mną i zaczął opowiadać.
Wybacz Pani za me niegodne zachowanie porwania Cię z twego domu, nie mogłem inaczej, bowiem chcę Ci przekazać bardzo ważną wiadomość.
Saruman jak ci wiadomo przeszedł na stronę wroga.Isengard zamienił w kłębowisko dymów i ruinę niegdyś pałającego życiem i pięknego miejsca, dziś jest niczym obumarłe drzewo.Byłem tam cztery dni temu.Orthanku strzegą zastępy goblinów i orków.Saruman krzyżuje owe rasy dając początek nowej jeszcze bardziej groźniejszej Uruk-hai.Udało mi się przemknąć niezauważonym na górę i wykraść ze sobą coś bardzo cennego dla Sarumana-włócznię Gil-galada.
To mówiąc odsunął z szaty kłębek tkanin i ukazał mi owy przedmiot...
-Cóż to?-pytałam
-To legendarna włócznia zwana również Aiglos, koniec jego ostrza zdobi inskrypcja mówiąca o skuteczności zadawanych ciosów oraz strachu przeciwnika, który zostanie ugodzony ową bronią.
Saruman pożąda go i chce wykorzystać.Przez odebranie mu jej zaświtała nadzieja na nasze zwycięstwo w ostatecznym starciu z Sauronem.
Musisz uciekać pani, nie jesteś bezpieczna...
-O czym ty mówisz...?-spytałam.
-Lady Arwen! Oni chcą za wszelką cenę odebrać Aiglos.Pani musisz uciekać... błagam! Już wiedzą, że opuściłaś Rivendell, Saruman wysłał już swe wojska i niebawem tu będą, odbiorą nam go a wtedy…
Elf gorzko załkał chowając swą głowę w swą mieniącą się szatę.
-Ależ Elwe...!-zaczęłąm krzyczeć
Nie podołam temu, nie mogę.
Chciałam spotkać się z Aragornem ty porywając mnie z Rivendell uniemożliwiłeś mi to.
-Wiem Pani ale nie mogłem inaczej, lecz kiedy dotrzesz już na szlak drużyny spotkasz swego ukochanego.
-Proszę przestań...łzy napływały mi do oczu, nie mów w ten sposób.Mogę przecież umrzeć...
W tym momencie Elwe przytulił mnie i szepnął:
-Na Elbereth veria le...(Niechaj Elbereth Cię prowadzi...)niech światło gwiazd nigdy Cię nie opuści niechaj będzie drogowskazem dla Ciebie pośród mroku i ciemności.
-Onen i-Estel Edain, u-chebin Estel a nim...(Dałam nadzieją ludziom,
nie zachowałam nadziei dla siebie...)
Ach Elwe!-wykrzyknęłam.
W tejże chwili Elwe przeszył ogromny świst, jego ciało opadło na me ramiona powoli osuwając się na ziemię.Jego twarz oblał wyraz bólu i cierpienia.Uklękłam przy nim zobaczywszy ogromną strzałę która widniała w jego ciele.
Krzyknęłam z przerażenia i zaczęłam rozpaczliwie płakać...
Elwe ostatkiem sił przemówił:
-Zawieź włócznię do Mirthandira weź mego konia, jest jeszcze jedna bardzo ważna sprawa lecz nie mogę ci o niej powiedzieć...
-Dlaczego nie możesz, dlaczego?!-krzyczałam
-Później weź...
Tu urwał a jego głowa opadła na me ręce...Czułam jakby cały świat wchłonął mnie do środka czułam tylko nicość i zamęt.Zamknęłam mu powieki jeszcze raz mocno przytuliłam przykrywając szatą.Wstając ujrzałam na horyzoncie armię tych o których mówił Elwe.Słychać było tupot nóg, cała ziemia zaczęła drżeć gdzieniegdzie słychać było pokrzykujące głosy.Ostatkiem sił wskoczyłam na konia i pomknęłam przez dalszą część pustkowia.Popędzałam konia nie wiedząc co w tej chwili mam czynić,wszystko to stało się tak nagle, niespodziewanie jak rozbłyskające się światło zagnieżdżające się w ciemnym zaułku.Wiedziałam tylko że muszę dotrzeć do końca.Lecz do końca czego?
Na to pytanie nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi.

arven-light-of-gondor 2005-03-28 17:45:27
skomentuj (16)
*Mój początek*
Byliśmy w trakcie podróży...wraz z całym orszakiem Elfów wyruszyliśmy z Imladris.Ostatnia podróż Arweny Undomiel...Koń na którym jechałam stąpał bardzo delikatnie, moja szata sunęła po twardej nasiąkniętej zapachem soczystości ziemi. Cała we łzach przeliczałam każdą minutę, sekundę...wiedziałam że powrót do Rivendell wróżył mi śmierć. Przypominałam sobie obrazy z przeszłości, me pierwsze spotkanie z Aragornem, nasza przyszłość razem...lecz teraz to zanika, odchodzi...
Ocknęłam się. Leżałam nieruchomo na łożu, ręka zwisała mi bezwładnie. Zdałam sobie sprawę że to był sen.
Czy aby tylko sen przecież to co w nim następowało będzie się dziać naprawdę. Ojciec wyraził się jasno że już za dwa dni odpłynę za Morze do Nieśmiertelnych Krajów. Lecz moja ścieżka nie prowadzi mnie tam...moja droga to życie przy boku Aragorna. Przemknęła mi szaleńcza myśl, w głowie kłębiło mi się, cały świat wirował wokół mnie.
Lecz to ustało...
Postanowiłam że ucieknę z Rivendell, tak aby mój ojciec i reszta Elfów nie znalazła mnie tak bym była tylko tam gdzie jest mój ukochany. Zdaję sobie sprawę że czyha na mnie niebezpieczeństwo ze strony nieprzyjaciela, lecz czy ma miłość nie przezwycięży?...Pytałam się sama siebie...
Zapadał zmrok.Gwiazdy świeciły jak nigdy żadnej nocy, lśniły nad czarną smugą kłebowiska dymów które od dawna unosiło się z Isengardu.Kiedy wszystko było gotowe wreszcie nadeszła chwila kiedy wyszłam z komnaty spiesząc i nie oglądając się za siebie gnałam co tchu aby być już poza granicą wszystkich pomieszczeń...
Nagle dobiegł mnie przeraźliwy krzyk...coś gnało w moją stronę z szybkością wiatru, słyszałam też tupot kopyt nie wiedziałam co się dzieje, nie miałam odwagi się odwrócić..głos był coraz bliżej i bliżej.........
W tej chwili padłam zemdlona. Uderzyłam głową o kamienny mur balustrady widząc tylko zamazane zarysy postaci...

~~~~~~~~~~~~~~~~~
To mały wstęp który zacznie opisywać całą mą przygodę oczywiście postaram się urozmaicić nieco wątki z książki wplatając w nie moje własne pomysły .Chciałabym stworzyć ciąg mej opowieści. Mam nadzieję że będzie się Wam podobać.
Navaer!

arven-light-of-gondor 2005-02-28 12:12:53
skomentuj (25)




Lay by Undomiel from Szablony Undomiel